Oficjalny Blog Biblioteki Zespołu Szkół Gastronomicznych w Poznaniu

Anatomia czytania

niedziela, 22 maja 2016

W Dniu Praw Zwierząt będzie o kocim prawie do książek. Bo o tym, że koty, zwierzęta refleksyjne i filozoficznie nastawione do życia, uwielbiają książki, jestem przekonana. Po co kotu książka? Oczywiście, żeby się na niej wylegiwać. Najlepiej, żeby było tych książek kilka ułożonych jedna na drugiej, tworzących bezpieczne podwyższenie, na którym i zdrzemnąć się można i mieć na oku najbliższą okolicę. Wygodna jest książka rozłożona, otwarta na białych miękkich stronicach, oświetlona ciepłem lampy, koty wszak to zwierzęta czyste, miękko i ciepłolubne. O książkę można się ocierać, pozostawiając na jej brzegach kocie feromony. Wertowanie stron to doskonały pretekst do zabawy w koci, koci łapki. Za książkami można się schować, można między nimi turlać piłeczkę lub gonić piórko. Koty mają też dosyć bezceremonialny stosunek do książek. Lubią je podgryzać, a czasem też znaczyć. Tomy w twardych płóciennych oprawach stają się świetnymi drapakami. Ułożone w stosiki książki mogą być doskonałymi bazami wypadowymi dla skoków na wyższe rejony mieszkania. Do wykorzystania są też kartony i torby, w których przynosi się książki. To doskonałe kryjówki i miejsca dla kocich zabaw. Czy koty potrafią czytać? No cóż, jeżeli tak, to są w tej sztuce całkowitymi samoukami. Kilka lat temu ukazała się w Polsce 30-tomowa seria kryminałów O kocie, który czytał wspak (Lilian Jackson Braun). Jej bohaterem był dziennikarz kryminalny, który rozwiązywał zagadki zabójstw i innych przestępstw. Pomagał mu w tym kot Syjamczyk, potocznie zwany Koko, który posiadł sztukę czytania, zwłaszcza gazet zadrukowanych świeżą farbą drukarską. Kocie czytanie wyglądało tak: (…) Najpierw poruszył kilka razy nosem, a jego wąsy dwukrotnie uniosły się i opuściły. Potem pochylił głowę nad największym tytułem wydrukowanym wielkimi pięciocentymetrowymi literami, dotykając każdej z nich, jakby je składał w słowa: IMAKTARK AZ ACREDROM YNOLASZ (…) Dodam, że kot ten, jak sugerował tytuł książki, czytał od końca, z prawej do lewej strony. Kwestią dyskusyjną jest rodzaj literatury preferowanej przez koty. Myślę, że zgodnie ze swą kocią naturą i w tym względzie są indywidualistami. Znałam kiedyś kota, który przewracał wraz ze mną kartki w książce, każdą pieczętował swoją łapką. Moja obecna kocia rezydentka preferuje e-booki, a raczej klawiaturę komputera i podejrzewam, że nie kierują nią względy wyższe, a jedynie koci komfort.johnny-automatic-cat-reading

Tagi: kot
14:55, bibliozsgpoznan , Anatomia czytania
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 maja 2016

Dopóki jest ich kilka lub kilkanaście i mieszczą się na jednej półce, nie ma problemu. Można je ułożyć wertykalnie lub horyzontalnie, porządkować według kształtu, wielkości, grubości, koloru, rodzaju okładki lub po prostu dostawiać zgodnie z kolejnością ich przybywania. Problem pojawia się, gdy robi się ich coraz więcej, gdy nie mieszczą się już na półce, regale, szafie, ścianie. Gdy zaczynają wypływać z każdego zakamarka, a na podłodze wznoszą się książkowe stalagmity, między którymi trzeba krążyć z dużą uważnością. Ratunkiem na jakiś czas staje się wtedy karton, czasem dwa, ustawione pod biurkiem lub wciśnięte w kąt. Tak spakowane książki lądują wreszcie w piwnicy lub na strychu na wiecznym zesłaniu. Nadal jednak trzeba coś zrobić z tymi, którym wyrok zesłania odroczono, które trzeba jakoś poukładać, uporządkować, pogrupować, podzielić. Mowa oczywiście o księgozbiorach domowych, które nie podlegają sztywnym bibliotecznym rygorom formalnym. Metod jak zwykle jest kilka, a właściwie jest ich tyle, ile inwencji ma właściciel książek. Można dzielić je tematycznie zgodnie z zainteresowaniami bibliofila, można rodzajowo (liryka, epika, dramat), alfabetycznie według autorów lub tytułów, pod względem ważności lub sympatii, częstości sięgania po książkę, daty wydania lub zakupu, można wreszcie dać sobie spokój i pozostawić książki w radosnym rozgardiaszu. To ostatnie, bardzo liberalne podejście do księgozbioru ma jedną poważną wadę, która szczególnie dokuczliwa staje się z chwilą, gdy trzeba odnaleźć jakiś konkretny tytuł. Przekopanie się przez półki,unnamedszafy, kartony jest zajęciem męczącym, czasochłonnym, frustrującym i często bezskutecznym, zwłaszcza, gdy zawiedzie pamięć wzrokowa. Biblioteki jak ogrody można pielęgnować i porządkować na modę francuską lub angielską. Starannie ustawiać książki zgodnie z przyjętymi kryteriami, oznaczać je i opisywać, tworząc domowe kartoteki i katalogi, oznaczać regały i półki lub pozostawić książki ich własnemu życiu, ingerując tylko powierzchownie i sporadycznie w sytuacjach zagrożenia dla życia i zdrowia domowników (kurz, niemożność otwarcia drzwi, groźba zawalenia się półki, regału lub w skrajnych przeciążeniach stropu).Pokaż mi swoją bibliotekę, a powiem ci, kim jesteś, masz bibliotekę, nawet taką najmniejszą, więc jesteś. I jeszcze na koniec wierszyk wygrzebany ze starej książki:

Sto razy już mówiłem,
gadałem bez końca
I wciąż będę Lechitom
smutnym przypominał,
Że dom, w którym jest książka,
jest przybytkiem słońca,
A dom, w którym jej nie ma,
to mroczny kryminał.


Kornel Makuszyński, Sto razy już mówiłem…
Zaczerpnięto: Stanisław Piotr Koczorowski,
Pisarze o książkach. Zdania i uwagi współczesnych pisarzy polskich,
Warszawa 1937

Na zdjęciu Kazimiera Szczuka w rozmowie z prof. Marią Janion w jej domowej bibliotece. Zdjęcie z portalu krytykapolityczna.pl .

Tagi: książki
22:51, bibliozsgpoznan , Anatomia czytania
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 maja 2016

{...} Widzieliście może tego rodzaju lekkomyślnego chłystka, jak postępuje sobie bałwan ten przy czytaniu, jak zimą w czasie mrozu z zakatarzonym i mokrym siada nosem, jak nie myśli o tym, aby go wytrzeć i plugawymi smarkami nie zapaskudzać książki, przed nim leżącej. Że też, Panie Boże, zamiast książki, nie dano mu raczej fartucha i ścierki! Paznokcie ma pełne cuchnącego brudu, czarnego jak sadza i nimi oto zaznacza sobie dogadzający mu ustęp z książki. Rozdziela pomiędzy rozmaite kartki niezliczoną ilość słomek z wystającymi końcami, aby istny siennik przypominał mu to, czego pamięć jego zachować nie zdoła. Ponieważ książki nie mają takiego żołądka, któryby słomę tę strawił, wypycha ona nasamprzód książkę z jej oprawy, ażeby w końcu zgnić zapomniana. Nie wstydzi się śmierdziel taki jeść owoców i sera nad otwartą książką albo każe spacerować szklance to po jednej, to pod drugiej stronicy, a nie mając swej dziadowskiej sakwy pod ręką, pozostawia w książce resztki obiadu. Gada bez przerwy, zajmuje czas kolegom nieustannym szczekaniem i racząc ich kupą zdań, wszelkiego pozbawionych sensu, opluwa śliną książkę otwartą, położoną na kolanach. Ba, w ferworze wymachuje rękami, opiera się na książce i po krótkim rozkoszowaniu się wiedzą w długą zapada drzemkę, a potem, budząc się i naciągają brwi, miętosi marginesy książki nie bez małej dla tej książki szkody. (...)

Ryszard de Bury,O miłości do ksiąg to jest Philobiblon.*
(Średniowieczny traktat łaciński angielskiego kardynała, perła wszechświatowej literatury bibliofilskiej
przetłumaczona na język polski w 1921 roku przez innego bibliofila Jana Kasprowicza.)

Mocne? No, cóż, kardynał miał zdecydowanie dworskie podejście do książki. Takie, które nakazuje zasiadać do lektury zawsze z czystymi rękoma, owijać książkę (zwłaszcza pożyczoną) w papier lub folię, zaznaczać strony tylko specjalnie do tego celu służącymi zakładkami, niczego nie podkreślać i nie pisać po marginesach. Wpływ na taką postawę miały zapewne czasy, w których żył autor traktatu. W średniowieczu książek było stosunkowo niewiele (niewielu było też umiejących czytać, zwłaszcza po łacinie), były drogie (za jedną można było kupić nawet kilka wsi), a ich powstanie wymagało ogromnego nakładu pracy i czasu (ręczne przepisywanie, zdobienie, oprawa). Dzisiaj również można jeszcze spotkać takie pełne pietyzmu postawy wobec książki, ale śmiem twierdzić, że zdecydowana większość czytelników traktuje książki bardziej zmysłowo, że tak powiem. O tym, co robimy z książkami, oprócz czytania oczywiście, mówią same książki. Ślady po kawie lub herbacie, zagięte narożniki, podkreślenia (niekoniecznie ołówkiem), notatki i dopiski wokół tekstu, szczególnie jeżeli marginesy do tego prowokują swoją szerokością, najróżniejsze rzeczy pozostawione w książkach, które służyły czytelnikowi za zakładki (zasuszone kwiatki i liście, fotografie, pocztówki, bilety tramwajowe lub autobusowe, liściki, paragony). Historia książki czytanej zapisana jest też na okładce i świadczy o wędrówce, którą odbyła wraz z niepotrafiącym się z nią rozstać czytelnikiem. Noszona w plecaku lub torbie przynosi zapach trampek lub drugiego śniadania, czytana na plaży sypie piaskiem, rozkładana grzbietem do góry wyskakuje z okładki, użyczona ciekawskiemu szczeniakowi nosi ślady jego zębów i pazurów. Większość uczniów przychodzących do biblioteki chciałaby otrzymywać egzemplarze nowe i niezniszczone, tak przynajmniej wnioskuję z zadowolenia, jakie okazują, gdy dowiadują się, że będą pierwszymi czytelnikami książki, która jeszcze pachnie świeżością (wąchanie też jest bardzo zmysłowe) jak gorąca bułeczka. Ale czy na pewno? Odwiedzała nas kiedyś dziewczyna, która buszując wśród książek, wyszukiwała te, które miała w swojej domowej biblioteczce. Cieszyła się ogromnie, gdy znalazła znajomy tytuł, po czym pytała, czy możemy zrobić zamianę. Ona przyniesie swoją nową książkę, a weźmie tę biblioteczną, już lekko zaczytaną. Zapytałam, dlaczego tak jej na tym zależy. Okazało się, że dziewczyna lubi książki, które mają już za sobą jakąś czytelniczą historię, są lekko podniszczone, zapisane, używane. Dla niej taka książka jest znacznie cenniejsza, lubi zasiadać do czytania ze świadomością, że ktoś już przed nią miał tę książkę w dłoniach, czytał, zastanawiał się, czuje się wtedy częścią wspólnoty nieznanych czytelników.
Dwa skrajnie odmienne podejścia do książek, dwa typy czytelników. A Ty, do której grupy siebie zaliczysz? Tych, dla których książka jest tylko (lub aż) chwilową własnością, gdyż jako element kultury należy do wszystkich czytelników obecnych i przyszłych, więc obchodzisz się z nią delikatnie, czy traktujesz książki bardziej osobiście i namiętnie, lubisz czytać pozostawione przez poprzedników komentarze na marginesach, odginasz zaznaczone rogi i zaginasz swoje, szukasz śladów i pozostawiasz własne. Czy zmysłowe podejście do książki oznacza brak szacunku czy bliskość, zażyłość, a może wręcz miłość. Pisanie na marginesie to znak idealnego czytelnika - twierdził Alberto Manguel w Mojej historii czytania. Bądźcie idealni, ale błagam w pożyczonych książkach używajcie ołówka i nie wyrywajcie kartek. Tego nie robi się książkom.

Kreatywnym i zmysłowym czytelnikom polecam książkę - pracę zbiorową zatytułowaną To nie jest książka. 86 rzeczy, które zawsze chcieliśmy zrobić z książką, a których nam stanowczo zabraniano. 

* Kto miłuje księgi. Antologia tekstów o książce. Zebrał i opracował Marceli Poznański, Warszawa 1958, s.11.

 

wtorek, 03 maja 2016

 

O czytaniu napisano dużo. Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na dwa powiązane ze sobą pytania: gdzie i jak czytamy? Mowa więc będzie o miejscach, gdzie czytamy, o pozycjach, jakie przyjmujemy podczas czytania i o strategiach czytania.

Gdzie? hilltophomes

W domu, szkole, pod ławką, na przerwie, w pracy, bibliotece, księgarni, kawiarni, autobusie, tramwaju, pociągu, w ogrodzie, na balkonie, na podwórku, na klatce schodowej, przy oknie, w wannie, przy kominku, w kokpicie żaglówki (nawet przy szkwale), w parku, na plaży, na łące, nad rzeką, w windzie (warto mieć przy sobie książkę na wypadek awarii), na przystanku, w toalecie (trochę wstyd się do tego przyznać), w kuchni (czekając aż makaron dojdzie), w łóżku, w fotelu, na krześle, przy biurku, przy oknie, na ławce, na hamaku, na huśtawce, na dywanie, na materacu, na kocu, na leżaku, za parawanem, na kanapie, w samochodzie (pasażer bez ograniczeń, czytanie kierowcy limitują korki), w samolocie, w sklepie (dział z gazetami), w poczekalni u lekarza (byle nie dentysty), na dworcu, na nudnym spotkaniu, pod namiotem (zwłaszcza, gdy nie trafiło się z pogodą)... wszędzie. Wewnętrzny przymus czytania nie wybiera miejsca, jest mu to w zasadzie obojętne, chociaż każdy z nas ma swoje upodobania. Zakres miejsc do czytania znacznie się powiększył dzięki e-czytnikom (jeżeli ktoś lubi, oczywiście), których używać można w najbardziej niezwykłych miejscach.

Jak?WomanReadingSIlhouette

Na siedząco, na leżąco, na wisząco, na stojąco (nawet do góry nogami, jogini coś o tym wiedzą), zwinięci w kłębek, na boku, na wznak, na brzuchu, z nogami na stole (po amerykańsku), po turecku, w dzień lub przy lampce, pod kołdrą przy latarce (tak, wiem, oczy się psują), od deski do deski, pobieżnie, fragmenty, początek-środek-koniec, pierwsze sto stron, szybko, wolno, robiąc notatki, wypisując cytaty, cicho, głośno, płynnie, z trudnościami, aktorsko, z kotem na kolanach, z psem przy boku, od początku, od końca, według własnego lub podanego przez autora szyfru, z lewej do prawej lub odwrotnie, z góry na dół (zależnie od języka), w okularach lub bez (wszystko do czasu), kilka książek równocześnie, tylko raz, wielokrotnie. 

Moim ulubionym miejscem jest łóżko (wiem, nie jest to zbyt oryginalne), w pozycji horyzontalnej, przy małej nocnej lampce, z kotem przy boku (koty uwielbiają książki, a o tym, co z nimi robią, napiszę innym razem). Łóżko zapewnia intymność, a czytanie książek jest dla mnie czynnością intymną właśnie, wszak wkraczam do czyjegoś świata trochę jak podglądacz, czytam czyjeś wyznania, poznaję jego myśli, wreszcie zaglądam w swoje. Bywa, że zasypiam nad książką lub wręcz przeciwnie, czytanie wypełnia mi nocne godziny (następnego dnia jest ciężko). Czytam kilka książek na raz, jedne szybciej (takie z wartką akcją), inne wolniej (wymagają zastanowienia), są takie, które czytam fragmentami, tymi, które mnie interesują, niektórych książek nie kończę, nie czuję takiego przymusu, do innych wielokrotnie powracam. Nowej książce i jej autorowi daję sto stron kredytu zaufania. Jeżeli zdoła mnie wciągnąć do swojego świata, pozostaję z nim do końca książki, w przeciwnym wypadku rozstajemy się na 101. stronie. Bez żalu, wszak jest tyle innych książek. 

 A jak to jest z Wami, gdzie i jak czytacie? Macie swoje ulubione miejsca, pozycje, strategie czytania? Opowiedzcie o nich. Czytaliście kiedyś pod wodą? 

Zainteresowanych tym tematem odsyłam do lektury:

Anne Fadiman, Ex libris. Wyznania czytelnika, Kraków 2010.

Alberto Manguel, Moja historia czytania, Warszawa 2003.

Italo Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny, Warszawa 2012.

Tagi: czytanie
13:01, bibliozsgpoznan , Anatomia czytania
Link Dodaj komentarz »